„Babcine dzieci" zazwyczaj wzrastają i wychowują się w zasadzie wśród dorosłych. Bardzo też szybko przyswajają sobie cenione przez dorosłych umiejętności społeczne. Potrafią zachować się przy stole, pocałować przy powitaniu ciocię Helę w rękę, prowadzić poważne rozmowy, używać proszę dziękuję przepraszam czy zaśpiewać z uczuciem ukochany przez babcię „Pierwszy siwy włos" podczas herbatki dla babcinych koleżanek. Krótko mówiąc, są to w przytłaczającej większości tzw. „dzieci stare malutkie", które do perfekcji opanowały stosunki z dorosłymi. Ich dramat rozpoczyna się w momencie, w którym znajdą się w grupie rówieśniczej, np. na podwórku czy w klasie szkolnej. Okazuje się wtedy, że umiejętności społeczne cenione przez dorosłych nie są bynajmniej cenione przez dzieci. Cenią one bowiem odwagę, przebojowość, inicjatywę, pomysłowość, umiejętności organizacyjne, umiejętność rywalizacji, wygrywania, przegrywania, zdolność dostosowania się do zmiennej sytuacji itp., czyli prawie wszystko to, czego „babcine dziecko" nie potrafi. Toteż błyskawicznie, ze swoją umiejętnością poważnej konwersacji i zrozumieniem abstrakcyjnych dowcipów, a z powodu np. nieumiejętności plucia do celu i strachu przed przejściem „bez trzymanki" po oparciu ławki, ląduje ono na samym dnie podwórkowej lub klasowej hierarchii jako oferma, ofiara i całkowicie nieatrakcyjny partner do zabawy.