W rezultacie stwierdził, że u dzieci, które pomiędzy trzecim i czwartym rokiem życia doświadczyły czterech lub więcej takich zdarzeń, wystąpienie mimowolnego moczenia łóżka w nocy było znacznie bardziej prawdopodobne niż u dzieci, które w tym samym czasie nie przeżyły żadnego z nich lub „zaliczyły" jedno albo dwa. Wyniki te wydają się być ze wszech miar logiczne. Każdy bowiem zapewne przyzna, że małe dziecko, któremu, powiedzmy, umarła matka i jednocześnie uległo ono wypadkowi, lądując w szpitalu na operacji chirurgicznej, ma prawo zsikać się (i szczerze mówiąc nie tylko zsikać się) do łóżka. Mam zresztą wrażenie, że dotyczy to nie tylko dzieci. W krytycznych omówieniach podkreślano, że zdarzeń analizowanych we wspomnianych badaniach nie można brać pod uwagę bez kontekstu całokształtu sytuacji rodzinnej (jest to bliskie naszemu widzeniu rodziny jako systemu), która ma w zasadzie decydujące znaczenie, gdyż w dobrze zintegrowanych rodzinach, o bezpiecznej, pogodnej atmosferze, nawet przeżycie przez dziecko kilku z wymienionych wyżej urazów (z wyjątkiem oczywiście rozpadu rodziny) nie powoduje widocznych negatywnych skutków.